„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”

“Młode” i z rozmachem

Na mapie rumuńskich zabytków zaliczanych do „must see”, a w których króluje średniowiecze, trafiamy na dwie „młodziutkie” budowle.
Obie powstały w podobnym czasie. Obie kosztowały niemało 🙂
Zaprojektowane z rozmachem, łączące różne style i koncepcje wielu architektów.
Budynki, które- choć narodziły się w blasku- spotkał odmienny los.
Jeden- zadbany, wciąż zachwyca turystów swą urodą i pięknymi wnętrzami; drugi- popada w ruinę, choć mógłby stać się perełką rumuńskiego wybrzeża…

Castelul Peleș

Tym obiektem, któremu „się poszczęściło” jest położona w malowniczym miasteczku Sinaia u stóp gór Bucegi, letnia rezydencja królów rumuńskich.
Piękny, o skomplikowanej architekturze Zamek Peles wybudowany został w latach 1873-1883 z polecenia króla Karola I. Umiejscowiony na wspaniałej górskiej polanie w otoczeniu bukowych lasów, urzekał i zachwycał ówczesną elitę kraju, a dziś- nas 🙂

Król Karol nie bez kozery wybrał właśnie te tereny. Pomysł na wzniesienie w tym miejscu letniej rezydencji przyszedł mu do głowy podczas pierwszych podróży po włościach, nad którymi rządy dopiero co był objął. Sinaia- zwana perełką Karpat południowych- przypominała mu rodzinne Niemcy. Chcąc więc przenieść odrobinę swojej dawnej ojczyzny do „nowej”, zaprojektowanie zamku zlecił niemieckiemu architektowi Wilhelmowi Dodererawi.

Eklektycznie i po bawarsku

Peles to czysty eklektyzm- łączy w sobie cechy niemieckiego neorenesansu, baroku, rokoko i jeszcze wielu innych stylów, z których podpatrzono co ciekawsze rozwiązania. Nie trudno jest tu również dostrzec inspiracje bawarskimi i szwajcarskimi pałacami. Życzenie króla zostało więc spełnione, miał tu swój kawałek Niemiec.


Trzeba dodać, że królewska wizja była „dość” kosztowna- szacuje się, że koszt budowy zamku opiewał na sumę ok 120 milionów USD- dzisiejszych! Mieli rozmach… 😉

Pierwszy uroczysty bal, na okoliczność otwarcia zamku, odbył się 7 października 1883 roku. W tym czasie okolica rezydencji stała się już znanym kurortem, pełnym luksusowych willi i hoteli dla arystokratów. Ranga Sinai wzrosła więc znacząco.


Nic więc dziwnego, że król wyjątkowo ukochał sobie to miejsce. Dbał o rezydencję i nieustannie ją rozbudowywał, aż do swojej śmierci.

Później jego dzieło kontynuowała żona spadkobiercy- Ferdynanda I- Maria Koburg (tej od Zamku Bran). Wówczas zamkowi przydano „kobiecej ręki”- sprowadzono wiele cennych dzieł sztuki, zadbano o ogrody, upiększono wnętrza. W 1914 roku z woli Karola, Ferdynand otworzył w Peles muzeum, zachowując jednakże część rezydencji pod użytkowanie rodziny królewskiej.

Dalsze losy Peles

Zarówno I, jak i II Wojna Światowa obeszły się z zamkiem bardzo łaskawie. Nawet rządy komunistyczne nie wyrządziły zbyt wielu szkód i nie rozkradły pałacowych wnętrz… Do 1953 roku obiekt służył za dom wypoczynkowy pracowników kultury.

Niestety po tym czasie obiekt przeszedł w ręce Muzeum Narodowego Rumunii, a że ówczesny przywódca Ceaușescu skąpił środków na jego utrzymanie, to w 1975 roku zamek został zamknięty ze względu na swój katastrofalny stan (drewniane konstrukcje zaatakował grzyb).
Zamek został ponownie otwarty w latach ’90, a w 2007 roku przywrócony prawowitemu właścicielowi- Michałowi I (zmuszonemu do abdykacji w 1947r.).

Dziś, oprócz samego zamku i jego wyjątkowej architektury, podziwiać można bogate zbiory muzealne, m.in.: kolekcję broni i zbroi, szkła ozdobnego, srebra i metali szlachetnych, zegarów, witraży oraz rzeźby monumentalnej, zdobiącej tarasy i ogrody rezydencji.

Finansowa loteria

Niestety nie wszystkie pozostałości historii kraju miały tyle szczęścia co Peles. W poprzednim wpisie widzieliśmy już zamki, które nie są w tak dobrym stanie, i na które państwo nie łoży tak chętnie środków. Można się czasem tylko zastanawiać kto i według jakich kryteriów decyduje o tym, o co dbać będzie się bardziej, a czemu pozwolić popaść w ruinę…
Czasami mam wrażenie, że to loteria. Albo po prostu brak wyobraźnie i wizji- niedostrzeganie potencjału kryjącego się w pewnych obiektach, które mogłyby stać się bazą pod naprawdę świetnie prosperujące ośrodki turystyczne.
W samej Polsce takich miejsc jest masa- szczególnie w jej północnej połowie. I tylko dzięki prywatnym inwestorom część z nich powoli odzyskuje blask. Coś się w tym temacie ruszyło…ale to daleka droga.
I nie wiem, czy to domena państw postkomunistycznych, które ograbione z najcenniejszych pamiątek historii i dóbr kultury, z okrojonymi finansami, wciąż jeszcze otrzepują z kolan kurz po poprzednim ustroju…? Czy to charakter ludzi „wschodu”- bo taki stan rzeczy zauważalny jest głównie właśnie po tej wschodniej stronie Europy…? Ale może to tylko moje wrażenie 🙂
Przywołuję się do porządku i już wracam do głównego tematu tego wpisu 😉

Wybrzeże Rumunii

Rumunia większości z nas nie kojarzy się z morzem. Może to dlatego, że nieco ponad 200 km wybrzeża Morza Czarnego nie daje zbyt wielu możliwości na tworzenie nadmorskich kurortów. Jednak umiarkowany klimat i niskie ceny coraz częściej przyciągają miłośników plażowania i „wiecznych imprez” (głośna muzyka techno i strumienie alkoholu są w większości hoteli na porządku dziennym).


Perełką turystyczną rumuńskiego wybrzeża jest Konstanca- chociaż „perełka” to lekkie nadużycie; miasto lata świetności ma już dawno za sobą. Niemniej jednak to jeden z największych ośrodków miejskich kraju, posiadający największy port handlowy (główny port tranzytowy dla krajów naddunajskich).


Turystów przyciąga tu jednak położona w pobliżu 8km piaszczysta plaża Mamaja oraz miejsce, którego za czasów jego świetności, nie powstydziłby się sam Wielki Gatsby!

Muszla wyrzucona na brzeg

Gdy spojrzeć od strony morza, Kasyno Konstanca wygląda jak wyrzucona na brzeg, biała muszla o nieregularnych kształtach. Wspaniała secesyjna budowla, osamotniona wyłania się zza fal Morza Czarnego.


Przepiękny, fantazyjny budynek z ogromnym potencjałem został rzucony na pastwę upływającego czasu… Niszczeje i bezpowrotnie traci swój blask 🙁 I chociaż od kilku lat krążą pogłoski o pozyskanym dofinansowaniu na restaurację kasyna- nic się tam nie zmienia.
Nadal zachwyca, ale gdy się na nie patrzy, coś kłuje w serduchu i pyta: no jak tak można…?
Ale od początku.

Cazinoul din Constanța

Zanim powstał budynek o znanym nam dzisiaj kształcie, od 1880 roku stało w tym miejscu drewniane kasyno- Cazin. Mieściły się w nim dwie sale do gier, dwie do odpoczynku i lektury, salę taneczną i taras od strony morza (szperając w internecie natknęłam się na zabawne porównanie go do Empiku połączonego z dansingiem 😀 ).
11 lat później sztorm niszczy budynek; w 1993 r. otwiera się nowy gmach- nadal drewniany. W Cazin odbywały się bale i przedstawienia teatralne, występowały gwiazdy opery. Do Konstancy zjeżdżały najlepsze orkiestry z całej Rumunii, a na koncerty można było wykupić abonament. Niestety drewno pod wpływem nadmorskich warunków atmosferycznych oraz nieustannej eksploatacji szybko ulegało niszczeniu, kasyno podupadło i zostało wydzierżawione.

Idzie nowe

Decyzja o wzniesieniu nowego, murowanego budynku zapadła w 1903r. Miało być ono odwzorowaniem największych turystycznych atrakcji riwiery francuskiej, projekt zamówiono więc u szwajcarsko-francuskiego architekta- Daniela Renarda.
Początkowy projekt budynku nie wszystkim się spodobał. Wywołał konflikt z konserwatystami- domagali się oni czegoś bardziej „swojskim” stylu. Gdy doszli do władzy postawili na swoim- od tej pory realizowano projekt w neorumuńskim stylu, autorstwa Petru Antonescu.
Gdy fundamenty kasyna już stały- u władzy ponownie stanęli liberałowie i powrócono do pierwotnych założeń budowy 🙂

Złote czasy kasyna

Wielkie otwarcie Casinn nastąpiło 15 sierpnia 1910 roku w obecności Wielkiego Księcia Ferdynanda. Nie obyło się oczywiście bez szkalujących artykułów zamieszczanych w konserwatywnej prasie, w których budynek nazywano pomnikiem ignorancji i złego smaku.

Nie wpłynęło to na szczęście na popularność kasyna, która rosła w niewiarygodnym tempie. Do Konstancy zjeżdżali miłośnicy hazardu i dobrej zabawy z całej Europy.

Sale do gier, sala balowa i taras, na którym odbywały się koncerty, wypełniały się po brzegi wystawnie odzianymi możnymi tamtejszej epoki. Muzyka, alkohol, kobiecy śmiech, dym papierosowy i okrzyki przegrywających swe fortuny mężczyzn… Krążą legendy o samobójcach rzucających się z tarasu w odmęty morza, po przegranej w kasynie.

Upadek

Niestety wraz z nastaniem I Wojny Światowej kasyno przekształcono w szpital; uległo również bombardowaniom. Odbudowane w 1928r. ponownie spełniało swoje pierwotne przeznaczenie. Niezbyt długo, bo znów nadeszła wojna i zniszczenia… a po niej- budynek trafił w ręce komunistów i stał się restauracją… Stracił oczywiście w tym czasie swój dawny blask, niszczejąc w oczach.

W 1980 podjęto jeszcze próbę jego renowacji- a raczej reanimacji. Niezbyt udanej. Dodano wówczas elementy „upiększające” w duchu tamtejszej mody „pokażmy, że nas stać”. Wymyślne dekoracje i barwione szkło były „w cenie” 🙂 Szkoda, że nie zadbano o to co najważniejsze- zabezpieczenie przed wilgocią.

10 lat później budynek jest w ruinie; nadaje się tylko do zamknięcia. Rumuńskiego rządu nie stać na jego odrestaurowanie.

Dziś

Pozostawione, porzucone stało się tylko smutnym wspomnieniem wspaniałych czasów Konstancy.


Jeszcze kilka lat temu można było podziwiać jego wspaniałe wnętrza… dziś jest już to niemożliwe- to zbyt niebezpieczne. Powybijane szyby, odpadający tynk, grzyb na ścianach, przegniłe drewniane elementy konstrukcji. Obiekt zamknięto dla zwiedzających- ochrona nie wpuszcza.

Cóż więc pozostało…
Stanąć w oddali, przymknąć oczy, wsłuchać się w szum fal… I usłyszeć dźwięki muzyki, dobiegający od strony morza śmiech i gwar… W blasku zachodzącego słońca dostrzec nadjeżdżające limuzyny i wysiadające z nich piękne, eleganckie pary. Poczuć duszący zapach najdroższych perfum i cygar… I dać się ponieść historii wielkich konstanckich bali, niczym z powieści o Wielkim Gatsbym…
Ja już siadam przy stoliku i oddaję się pogawędkom z obecnymi tu damami…
🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Strona używa plików cookies w celu łatwiejszego funkcjonowania. Przebywając na stronie wyrażasz zgodę na ich używanie.